sobota, 11 maja 2013

Rozdział II Straszny sen

  Wszystkie rzeczy, które trzymała wypadły jej z rąk. Jej szałas płonął, zabezpieczony kamieniami tak, by ogień się nie rozprzestrzeniał. W jej oczach zebrały się kryształowe łzy, które po chwili spłynęły po jej policzku.
  Zaczęła zastanawiać się kto mógł zrobić coś takiego? Przecież nigdy nie zrobiła nikomu nic złego. Zaczęła przeszukiwać wszystkie zakamarki swojej podświadomości, ale nikt nie przychodził jej na myśl.
  Otarła łzy wierzchem dłoni, zebrała to co wcześniej upuściła i poszła nad rzekę. Po drodze kopała kamienie i nie patrzyła nawet przed siebie. Patrzyła w dół na swoje nogi pociągając nosem.
  Niedługo potem usiadła na brzegu rzeki pozwalając łzom mieszać się z rwącym nurtem wody. Próbowała rzucać kaczki, ale każdy kamień którym rzuciła od razu opadał na dno. Po kilku nieudanych próbach przestała rzucać kamienie i po prostu siedziała pogrążając się w myślach.
  Tak bardzo chciała by jej przyjaciele wyzdrowieli. Miałaby się z kim bawić i nie musiałaby siedzieć sama, bez szałasu. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że może pójść zobaczyć jak czują się jej przyjaciele - Rose, Eamina i Matt.
  Nie mogła się do nich jednak bardzo zbliżać, bo też mogłaby się zarazić, a tego na 100% nie chciała. Udała się więc w stronę domu Matta, chciała zapytać o niego jego mamę.
   Kiedy już trafiła do domu przyjaciela dowiedziała się, że żadna z chorych osób nie wyzdrowiała i czują się jeszcze gorzej niż zwykle. Zaniepokojona tym faktem poszła do domu, by posiedzieć sobie samej  w jej czterech ścianach.
  Jej mama poszła do pracy i dziewczynka musiała siedzieć całkowicie sama, jedynie pluszaki, lalki i inne zabawki umilały jej czas.
  W swoim pokoju bawiła się w księżniczkę uwięzioną w wieży, która czekała na przybycie swojego księcia. Przebrała się w swoją różową sukienkę, założyła koronę zrobioną z papieru i usiadła w kącie. Miała szczerą nadzieję, że niedługo wszystko będzie jak dawniej. Siedziała, czekając na wybawienie aż w końcu zmożył ją sen.
 ~*~
  Na wielkiej łące stał ogromny dąb, którego konary sięgały niemal chmur. Na czubku drzewa siedziała Eamina. Stała bez obaw na gałązce i śmiała się z Bonnie, która stała na dole i patrzyła na nią z niedowierzaniem.
  Dziewczynka próbowała wspiąć się chociażby na najniższą gałązkę by dorównać przyjaciółce. Podeszła więc do drzewa i kiedy tylko dotknęła konaru obok niej leżało martwe ciało Eaminy, która spadła. 
  Malutka Bonnie zaczęła szlochać, a po chwili przyszedł do niej Matt. Zignorował całkowicie to co się stało i zabrał dziewczynkę nad pobliski staw. Myślała, że będą się razem bawić jak dawniej, lecz on stanął przy brzegu i rzucił się do wody. 
  Próbowała rzucić się mu z ratunkiem kiedy nagle jej oczy otworzyły się i zorientowała się, że to był tylko zły sen...

~*~

  Obudziła się w tym samym kącie w, którym siedziała zanim usnęła i uspokajała oddech oraz kołaczące mocno w jej piersi serce.  Przez moment myślała, że to wszystko jest prawdą. Wydawało jej się, że straciła na zawsze najlepszych przyjaciół. To był zdecydowanie najgorszy z koszmarów jakie miała.
  Wstała i poszła napić się wody, a potem powróciła do swoich zabaw choć jej myśli cały czas błądziły wokół tego snu.

_______________________________________________

Przepraszam!
Wiem, że krótkie i dawno nic nie dodawałam, ale obiecuję następny rozdział będzie już dłuższy! Początki są zawsze trudne. Trzeba wprowadzić te wszystkie postacie i w ogóle. Mam nadzieję, że ktoś to czyta. ;>

 
 

1 komentarz: