Dziewczynka usiadła na schodach przed domem w oczekiwaniu na przyjście swojej mamy, wydawało jej się, że powinna już wrócić. Wychodziła do pracy zaraz po tym jak Bonnie poszła do szałasu i nie wracała aż do tej pory, a słońce chyliło się już ku zachodowi.
Bujała nogami i martwiła się. Dlaczego jej mama ciągle nie przychodziła? Ile jeszcze muszę na nią czekać? Te pytania ciągle błądziły po jej głowie, ponieważ mimo młodego wieku była bardzo inteligentna. Wiedziała, że może zdarzyć się coś złego.
Widziała nieraz jak jej mama z niepokojem zerka na drzwi w nocy, jakby bojąc się, że ktoś przyjdzie i zabierze jej córkę. Gdyby tylko jej mama nie musiała pracować, by dać jej coś do jedzenia na pewno nie zostawiałaby jej samej w tym domu. Wiedziała też, że dziewczynka nie może tam tkwić przez cały czas i będzie wychodzić na dwór. Dlatego zawsze podczas pracy była pełna obaw.
Tym razem role się odwróciły, to Bonnie martwiła się o swoją ukochaną mamę. Nie mogła dłużej znieść tego oczekiwania, jednak dzielnie się trzymała, nie pozwalając popłynąć łzom, które zebrały się w jej oczach.
Zastanawiała się jak dużo jeszcze musi przejść, czy kiedyś w końcu będzie jak dawniej? Postanowiła się przejść w stronę wioski, w której pracowała jej mama. Co prawda było to trochę daleko i nie znała dokładnie drogi, jednak siłą, która przyciągała ją do rodzicielki zwyciężyła.
Szła przez pola, ciągnąć za sobą swojego pluszowego misia. Nie miała pojęcia ile czasu minęło, ani ile jeszcze drogi jej zostało. Szła po prostu przed siebie z wysoko uniesioną głową. Rozglądała się za mamą swoimi wielkimi mądrymi oczami.
Kiedy wydawało jej się, że za moment powinna odnaleźć mamę i wioskę okazało się, że skręciła w jakąś nieznaną sobie ścieżkę, po której obu stronach był las. Po jeszcze chwili wędrówki przed siebie zauważyła, że drzewa rosną rzadziej i wyszła na polankę. Nigdy wcześniej tam nie była, dlatego załamana już kompletnie swoją bezradnością usiadła na kamieniu.
Wiatr zaczął lekko wiać poruszając jej włosami, a na jej policzku pojawiła się pojedyncza łza, obiecała sobie kiedyś, że będzie twarda. Wiedziała, że nawet jeśli teraz wyruszy i jakimś cudem uda jej się znaleźć drogę do domu to nie zdąży tam dotrzeć, zanim zrobi się całkowicie ciemno. Już teraz nie było zbyt dobrze widać. Pozbierała więc liście i oparła je o kamień. Bała się, ale była twarda. Musiała być.
W tym samym czasie...
Mama Bonnie była strasznie zapracowana, ciągle się martwiła i chciała jak najszybciej wrócić, jednak przez to, że tak tego pragnęła robiła wszytko szybko i niecierpliwie. Niestety robiła to też nie dokładnie, przez co musiała zostać dłużej. Kobieta pracowała bowiem jako kelnerka w spylunie. Niestety jej szef był wymagający.
Wycierała więc kufel po raz trzeci już, tak aby pracodawca nie miał się do czego przyczepić. Wyszła zza kontuaru by odebrać zamówienie od jakiegoś spoconego gościa, w przyciasnych spodniach i pobrudzonej koszuli, gdy usłyszała głos szefa:
- Tylko pospiesz się! Jesteś taka niezdarna, że zastawiam się czy cię nie zwolnić. -warknął w jej kierunku, a ona naprawdę wystraszona zaczęła iść szybciej, szybko opanowując przerażenie, które pojawiło się na jej twarzy. Przybrała na twarz sztuczny uśmiech i z wdziękiem zapytała się co by zjadł klient.
Odpowiedział jej, że najchętniej porwałby ją i zabrał do swojego domu. Przestraszona kobieta zaczęła uciekać, po drodze przewróciła się na umytej przez nią chwilę wcześniej podłodze i skręciła kostkę. Jednak mimo bólu jaki jej to spowodowało wstała i znów zaczęła uciekać. Dotarła do miejsca dla pracowników, zaplecza, i zamknęła za sobą drzwi. Powiedziała szefowi co się zdarzyło i poprosiła by dał jej uciec tylnym wyjściem.
Jej szef wyjątkowo łagodny w tym momencie zgodził się i otworzył jej drzwi, a ona wymknęła się utykając z bolącą kostką. Udała się niezauważona w stronę domu, jednak było już ciemno i ledwie widziała, do tego ta kostka sprawiała, że poruszała się wolniej. Była przerażona tym co przed chwilą się stało. Bała się też o swoją kochaną córeczkę. Gdy pomyślała, że mogło jej się coś stać w jej oczach pojawiły się łzy. Przyspieszyła nico kroku, lecz kostka piekielnie ją zabolała i musiała przystanąć. Już niedługo będzie w domu, widziała już go z oddali, choć trudno było cokolwiek dostrzec.
Kiedy dotarła do domu, od progu krzyknęła:
-Bonnie! Jestem już! - nie słysząc odpowiedzi udała się na poszukiwaniu córki pod domu. Nieraz było tak, że mała spała kiedy przychodziła. Kiedy jednak sprawdziła cały dom i jej nie znalazła przeraziła się na dobre...