Mała Bonnie biegała po łąkach z uśmiechem na ustach. Towarzyszyły
jej motyle i kwiaty polne. Nic więcej nie było jej potrzebne do
szczęścia. Brakowało jej tylko przyjaciół, którzy byli chorzy i leżeli w
łóżkach.
Dziewczynka postanowiła zbudować szałas z gałęzi i
urządzić w nim małe mieszkanie dla siebie i dwoich przyjaciół. Miała
nadzieje, że niedługo wyzdrowieją.
Jej mała wioska, która nazywała się Parvus
była bardzo oddalona od miasta. Prawie graniczyło z cudem dostać się
tam i nie zgubić się po drodze. Właśnie dlatego nie było u nich lekarza,
który pomógłby jej przyjaciołom.
Zbudowała szałas po pół godziny zbierania i układania gałązek.
-
Uff... wreszcie skończyłam. - jej głosik był taki piękny i dźwięczny,
że ludzie od razu pałali do niej sympatią - Teraz muszę zająć się jego
wnętrzem.
Znalazła drewno, którego kształt przypominał wazon. Wzięła więc go nad
pobliską rzeczkę i nabrała w niego wody. Postawiła go w szałasie i
wyszła nazbierać kwiatów.
Kwiaty w wazonie nadawały szałasowi miły, gościnny wygląd. Tak bardzo
jej się spodobało, że postanowiła jeszcze bardziej sobie umilić czas
spędzony w szałasie.
W pobliżu rosły drzewa liściaste, które bardzo jej się przydały. Były
to bowiem jabłonki i grusze, które ktoś tam kiedyś zasadził i porzucił.
Nazbierała więc jabłek i gruszek, ile tylko mogła unieść i zaniosła do
szałasu. Odłożywszy owoce udała się z powrotem w stronę drzew i zebrała
liście, które miały jej służyć za podłogę.
Wysłała podłoże liśćmi, przyniosła kawałek pnia z drzewa, które kiedyś
burza złamała na dwie części, jedną długą, drugą krótką. Postawiła
kawałek drewna jako stół i postawiła na nim wazon z kwiatami. Obok
wazonu ułożyła jabłka i gruszki. Dopiero wtedy zorientowała się jak jest
późno.
Pobiegła więc do domu, do swojej mamy i opowiedziała jej co robiła.
-Mamusiu!
- zawołała podekscytowana - Zrobiłam szałas dla mnie i innych. Będziemy
się tam świetnie bawić, ale muszę zrobić trochę poprawek. Będę mogła
wziąć z domu kilka rzeczy?
- Ależ oczywiście skarbie. Zrób im niespodziankę - głos jej matki brzmiał niezwykle kojąco i miło. - A teraz jedz kolację i idź spać. Musisz być wypoczęta skoro będziesz robiła remont.
- Dzięki, dzięki, dzięki! Kocham cię! - powiedziała Bonnie i zaczęła pałaszować kanapkę z dżemem.
Usnęła pełna pomysłów. Zastanawiała się co zrobi w szałasie. Był on oparty na drzewie dziuplą w środku. Pomyślała że mogłaby to wykorzystać. Głowiła się nad tymi wszystkimi zagadnieniami i w końcu nawet nie wiedział kiedy usnęła.
Obudziła się o świcie i już myślała, że obudziła się przed mamą, ale niestety. Mama znów ją wyprzedziła. Już krzątała się po kuchni przygotowując śniadanie dla siebie i córki.
- Dzień dobry mamusiu!
- O, Bonnie! Wystraszyłaś mnie. Siadaj.
Bonnie jadła w pośpiechu chcąc jak najszybciej udać się do szałasu. Zjadła więc w pięć minut i już za chwilę układała wszystkie rzeczy, które chciała zabrać do szałasu. Zrobiła ich listę:
• lampa
• dzbanek z mlekiem
• płótno
• stary wytarty dywan
• linę
• zapałki
Gdy spakowała już wszystko pocałowała mamę w policzek i wybiegła z domu radosna i pełna nowych sił. Udała się do szałasu, a to co tam zobaczyła zaskoczyło ją bardzo...